Masz pytanie? Zadzwoń: +48-32-724-39-41

Kategoria : Rumunia ciekawostki

HomeHome»Archive by Category "Rumunia ciekawostki"

Eksport do Rumunii – mamy nowy rekord!

Polski eksport do Rumunii bije kolejne rekordy. Po tym gdy w 2015 r. przekroczona została psychologiczna bariera 3 miliardów euro, dane za 2016 r. pokazują kolejny skok – aż o 13,4% r/r.

Co ciekawe, każdy rok ostatniej dekady (za wyjątkiem 2009) przynosił wyraźny wzrost polskiego eksportu do Rumunii. W tym okresie łączna wartość eksportowanych rocznie z Polski do Rumunii towarów i usług zwiększyła się dwukrotnie, z 1,73 mld euro w 2007 r. do 3,46 mld euro w 2016 r. W samym roku 2016 polski eksport do Rumunii wzrósł o 13,4% w porównaniu z rokiem poprzednim.

Co równie istotne, w bilansie wymiany handlowej z Rumunią Polska odnotowuje stałą nadwyżkę, która w 2016 r. przekroczyła 100%. A Rumuni już od dwóch lat importują z Polski więcej niż z Chin czy z Rosji…

Polskie inwestycje na rynku wody mineralnej w Rumunii

Rumuńskie złoża wód mineralnych, dostępne z ponad 2 tys. ujęć, stanowią ok. 30% europejskiego wolumenu mineralnych wód pitnych i leczniczych, jak wynika z raportu Krajowego Przedsiębiorstwa Wód Mineralnych SA (SNAM). W opublikowanej przez SNAM „Strategii 2016 – 2020”, przewiduje się, że najbliższe lata przyniosą rekordowy wzrost produkcji wody mineralnej w Rumunii, z 998 mln litrów w 2015 r. do 1.250 mln litrów w 2020 r. Jednocześnie średnioroczne spożycie wody mineralnej na mieszkańca Rumunii to ok. 50 litrów, czyli mniej niż połowa średniej europejskiej czy zaledwie 25% wody butelkowanej wypijanej rocznie przez statystycznego Włocha, podają przedstawiciele SNAM.

Szerokim echem w rumuńskich mediach biznesowych odbiło się przejęcie wiodącego rumuńskiego producenta butelkowanej wody mineralnej Rio Bucovina przez wadowicką Grupę Maspex. Grupa Maspex, właściciel m.in. takich marek jak Tymbark, Kubuś, Lubella, Łowicz, Krakus czy Kotlin, sfinalizowała transakcję, obejmującą m.in. zakup trzech zakładów produkcyjnych w miejscowościach: Vatra Dornei, Timișoara i Giurgiu oraz znanej marki Bucovina, informuje spółka. – Marka Bucovina znacznie zwiększy naszą konkurencyjność i umocni pozycję naszej firmy na rynku rumuńskim. Konsumpcja wody w Rumunii jest jeszcze na niższym poziomie, niż w innych krajach europejskich, co z pewnością daje perspektywy do dalszego rozwoju, powiedział Krzysztof Pawiński, prezes Grupy Maspex Wadowice, cytowany w komunikacie.

„Jest to 18. przejęcie Grupy Maspex, 10. za granicą, w tym 3. na rynku rumuńskim. W 2007 roku rumuńska spółka zależna Maspeksu zakupiła markę Arnos, wiodącego producenta makaronów, a w 2013 roku marki Salatini i Capollini – uznane brandy w segmencie krakersów i precli i zdecydowani liderzy, do których należy 1/3 rynku krakersów i ok. 20% rynku precli. Przejęcie Rio Bucoviny jest największym do tej pory zrealizowanym w Rumuni”, czytamy w komunikacie.

Rumunia jest dla Maspexu drugim, po Polsce, co do wielkości rynkiem. Soki marchwiowe Tedi (Kubuś), soki i nektary Tymbark, czekolada na gorąco i cappuccino La Festa, śmietanki do kawy Coffeeta, krakersy i precle Salatini, to zdecydowani liderzy na rynku rumuńskim.

Źródło: SNAM SA, Grupa Maspex

Rumunia chce politycznego oczyszczenia

W środę 4 listopada ze stanowiska zrezygnował premier Rumunii Victor Ponta. Bezpośrednim powodem tej decyzji był pożar, w którym zginęło ponad 30 osób. Za protestami tłumu, który wyszedł na ulice stały jednak afery, nie wypadek.

Wypadki zdarzają się na całym świecie, dlaczego więc ponad 20 tysięcy osób, które 3 listopada demonstrowały przed siedzibą rządu i domagały się dymisji premiera, krzyczało, że Ponta jest zbrodniarzem i ma krew na rękach? Nie był to tylko wynik wzburzenia tragiczną śmiercią młodych ludzi z bukaresztańskiego klubu, ale raczej wyraz ogólnej frustracji i rozczarowania skorumpowanym, słabym państwem. Nikt z demonstrujących nie miał wątpliwości, że właściciele klubu, w którym wybuchł pożar tylko dzięki łapówce mogli wewnątrz urządzić pokaz sztucznych ogni.

Choć Rumunia w ostatnich latach zrobiła wiele, by zwalczyć korupcję, to wciąż bardzo wiele pozostaje do zrobienia. Powołana do walki z łapownictwem instytucja, Państwowy Dyrektoriat Antykorupcyjny, została uznana przez Komisję Europejską na jeden z najsprawniejszych na kontynencie organów zajmujących się zwalczaniem tego rodzaju przestępstw. O skuteczności instytucji świadczy m.in. fakt, że ma odwagę zajmować się także oskarżeniami dotyczącymi czołowych polityków. Procedury są dobre, ale nie są w stanie podołać przerażającej skali problemu. W publikowanym corocznie przez Komisję Europejską raporcie dotyczącym korupcji  Rumunia wypada bardzo słabo.

Korupcją przeżarte są zamówienia publiczne i opieka zdrowotna. Z danych ośrodków monitorujących łapownictwo wynika, że 60 proc. respondentów choć raz zaoferowało lekarzowi kopertę z pieniędzmi, a dla 59 proc. łapówka wydaje się najlepszą gwarancją prawidłowego wykonania zabiegu.

Victor Ponta przedstawił swego czasu oryginalny sposób zwalczania korupcji w służbie zdrowia: zaproponował, by wręczanie gratyfikacji lekarzom było legalne pod warunkiem, że pacjenci następnie wykażą owo świadczenie w zeznaniu podatkowym. Wdrożenie takiego rozwiązania rozwiązałoby, zdaniem byłego premiera, dwa potężne problemy służby zdrowia: wyeliminowało niekontrolowany przepływ pieniędzy między lekarzami i pacjentami, oraz zwiększyło wynagrodzenie personelu medycznego, a co za tym idzie pracownicy szpitali nie musieliby szukać lepszych warunków pracy za granicą.

Korupcja sięga jednak znacznie wyżej. We wrześniu mer Bukaresztu Sorin Oprescu został aresztowany pod zarzutem przyjmowania korzyści majątkowych od firm, którym miasto przyznało kontrakty w przetargach, zaś w lutym  marzenia o karierze politycznej – również z powodu zarzutów korupcyjnych – musiała zarzucić Elena Udrea,  ówczesna minister turystki i kandydatka na prezydenta.

To, że Ponta podał się do dymisji po tragicznym pożarze, nie powinno być odbierane tylko w kategoriach politycznej odpowiedzialności za niewystarczający nadzór nad odległymi mu instytucjami. Jemu także postawiono zarzuty korupcyjne, a ponadto oskarżono go o fałszowanie dokumentów, pranie brudnych pieniędzy i oszustwa podatkowe, nie wspominając o zarzucanym plagiacie doktoratu. Śledczy już latem informowali, że mają wystarczająco dużo dowodów, by wkrótce formalnie oskarżyć ówczesnego szefa rządu.

Chociaż korupcja nadal jest poważnym problemem (choć systematycznie spada), to kraj się rozwija. Bezrobocie nie przekracza 7 proc., a PKB w drugim kwartale tego roku rosło prawie najszybciej w Europie –  wzrost na poziomie 3,7 proc. Wobec nacisków Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Komisji Europejskiej Bukareszt nieustannie wdraża reformy gospodarcze, które mają zachęcić zagraniczny kapitał do inwestowania – postępuje prywatyzacja, usuwane są zidentyfikowane wcześniej bariery powstrzymujące rozwój rynków kapitałowych, obniżane podatki i koszty pracy.

Niestety realizacja tych pomysłów kuleje. Bezrobocie jest niskie, Powstają nowe miejsca pracy, bo zagraniczne firmy przenoszą tam swoje zakłady produkcyjne ze względu na bardzo niskie koszty pracy. Średnie zarobki w maju tego roku wynosiły 2342 złote brutto. Pensja minimalna wyniosła 894 zł, mniej w UE zarabia się jedynie w Bułgarii. Kraj notuje intensywny odpływ specjalistów , którzy za granicą zarabiają nawet kilkanaście razy więcej.

Chętnie wyjeżdżają zwłaszcza lekarze – o ile w 2011 r. w rumuńskich szpitalach zatrudnionych było 21 400 medyków, w 2014 pracowało ich zaledwie 14 400. Zaczynający pracę lekarz może liczyć na 350 euro miesięcznego wynagrodzenia (kwota została niedawno podniesiona, wcześniej w państwowych szpitalach początkującemu medykowi płacono 200 euro. Brakujących 7 tysięcy lekarzy należy szukać w szpitalach niemieckich czy francuskich, gdzie nawet wchodzący do zawodu lekarz może liczyć na wynagrodzenie kilkakrotnie wyższe.

Niektóre pomysły rządu na pobudzenie gospodarki są kontrowersyjne. W sierpniu rząd ustalił – wbrew stanowisku MFW i Komisji Europejskiej – obniżenie podstawowej stawki VAT z 24 do 20 proc. od 1 stycznia 2016 r. i dalsze jej obniżanie do 19 proc. od 2017 r. W czerwcu z kolei weszła w życie obniżona stawka VAT na żywność (z 24 proc. spadła do 9 proc.). Celem działań jest pobudzenie wzrostu gospodarczego (i w krótkiej perspektywie to się udało, w czerwcu dynamika sprzedaży detalicznej w Rumunii sięgnęła w ujęciu rocznym blisko 8 proc.), ale eksperci ostrzegają, że doprowadzi też do zwiększenia deficytu i dlatego powoduje niepokój międzynarodowych organizacji i banku centralnego.

Jakie wnioski z tej sytuacji powinien wyciągnąć nowy szef rządu? Po pierwsze, nie może pozwolić na to, by zwolnił proces oczyszczania wszystkich szczebli administracji z osób, które przyjmują świadczenia majątkowe. Nawet jeśli zarzuty zostaną postawione politykom z najbliższego otoczenia władzy, premier będzie musiał dać urzędnikom Dyrektoriatu Antykorupcyjnego pełne pole manewru bez względu na polityczne koszty, jakie sam poniesie. Po drugie, rząd nie może zachłysnąć się dobrą koniunkturą gospodarczą i próbować odcinać od niej kupony. Wzrost gospodarki o 3,7 proc. jest osiągnięciem do pozazdroszczenia, ale aby go nie osłabić, państwo musi powstrzymać się od niepotrzebnego interwencjonizmu i pozwolić rynkowi działać.

Autor tekstu: Martyna Kośka

źródło: obserwatorfinansowy.pl

Otwarta-licencja

Rumunia – ulubione, choć niesforne dziecko UE

Rumunia nie wzbudza teraz większego zainteresowania na scenie międzynarodowej, tymczasem nadal przechodzi burzliwą transformację. Nie bardzo wiadomo, jak sobie z nią radzi. Niedawny powrót na ścieżkę wzrostu nie musi oznaczać końca problemów.

„Kraj smutny, pełen humoru” – napisali o niej już w tytule swojej książki o Rumunii Adam Burakowski i Marius Stan. Ostatnio słyszymy o nim albo z racji wydarzeń politycznych, np. nadchodzących wyborów prezydenckich (w listopadzie odejdzie obecny prezydent Traian Basescu), albo strategicznych, bowiem w przeciwieństwie do Budapesztu i większości państw wyszehradzkich, a podobnie jak warszawa Bukareszt ma jednoznacznie prozachodnie (i stawiające na NATO) stanowisko w kontekście kryzysu i wojny na Ukrainie. Tylko czasami tematyka rumuńska trafiała na czołówki światowych mediów, zazwyczaj zresztą w nieprzychylnym kontekście. Na przykład całkiem niedawno głośno było o rumuńskich (romskich) emigrantach we Włoszech, Francji i Hiszpanii. O tym, jak ten kraj wygląda od środka, wiemy o wiele mniej.

Uciekają zamiast budować

Rumunia bogatym państwem nie była i nie jest. Z szacowanym na koniec 2013 r. dochodem w sile nabywczej rzędu 290 mld dol. znajduje się dokładnie w połowie piątej dziesiątki państw pod względem wielości gospodarki (13. gospodarka w UE). Ma więc potencjał mniej więcej o połowę mniejszy od Polski, podczas gdy legitymuje się terytorium niewiele mniejszym od naszego terytorium (239 km kw.).

Specyfiką tego państwa jest jeden z najniższych w Unii Europejskiej (do którejRumunia przystąpiła 1 stycznia 2007 r.) poziom urbanizacji (53 proc.). Oznacza to, że niemal połowa ludności żyje nadal na wsiach i z rolnictwa. Mało wydajnego, bowiem sektor rolny daje zaledwie 6,5–7 proc. PKB, natomiast zatrudnia aż 30 proc. siły roboczej.

Nic dziwnego, że na terenie malowniczego, górzystego Siedmiogrodu nadal można spotkać rozległe i aktywne wsie – o ile nie są węgierskie (a takich tam niemało), gdyż te właśnie wymierają. Młodzież z nich ucieka, korzystając ze szczodrej oferty węgierskiego premiera Viktora Orbána, który zaproponował tamtejszym Węgrom podwójne obywatelstwo. Masowo skorzystali, ale sami przyznają, że interesuje ich bardziej wiza Schengen, a nie jakiś patriotyczny poryw. Bronią się pod tym względem, jak zawsze w historii, węgierscy górale, czyli Seklerzy (mniejszość szacowana na 700 tys. osób), zamieszkali w środku kraju, na północ od Braszowa. Tam akurat wioski są najbardziej zadbane i żywe.

Mimo że reżimowi Nicolae Ceausescu w latach 70. i 80. XX w. udało się pozbyć (czyt. sprzedać za niemieckie marki) jedną z tradycyjnych tutejszych grup etnicznych – Sasów, znakiem szczególnym Rumunii pozostaje wieloetniczność. Pozostali Węgrzy i Seklerzy (6,5–7 proc. z 20 mln ludności), a także Ukraińcy, Tatarzy, Mołdawianie czy Czango (węgierskojęzyczna mniejszość ze wschodu kraju). Największym wyzwaniem jest jednak kwestia romska, prowadząca m.in. do wysokiego poziomu bezrobocia (oficjalnie 7,5 proc. i prawie 27 proc. wśród młodzieży), a także napięć społecznych, choć – szczęśliwie – nie międzyetnicznych.

Powrót tygrysa?

Rumunia doświadczyła kryzysu po 2008 roku jak wszyscy w UE. Straciła wtedy pozycję szybko rozwijającego się gospodarczego tygrysa. Przez trzy lata trwała recesja, a proces zakończył się podpisaniem umowy z MFW, Europejskim Bankiem Centralnym i Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju (w tej właśnie kolejności co do przydzielonych środków) na pakiet pomocowo-stablizacyjny w wysokości 26 mld dol. Do tego doszły dwa kolejne porozumienia i kredyty stand by z lat 2011 i 2013 (odpowiednio 6,6 i 5,4 mld dol.) na – jak to ujęto w oficjalnych komunikatach – promowanie dyscypliny fiskalnej, wspieranie reform strukturalnych i umacnianie stabilności sektora finansowego. Kraj jednak nadal boryka się z deficytem budżetowym rzędu 2,5 proc. PKB. Jego dług publiczny, szacowany na około 39 proc. PKB, jest jednak jednym z najniższych w UE. Za to zadłużenie zagraniczne – 131,6 mld dol. na koniec 2013 r. – jest wysokie i stale rośnie, co też może budzić zaniepokojenie.

Właśnie dzięki tym kredytom, jak się podkreśla, kraj wszedł ponownie na ścieżkę wzrostu (3,5 proc. w 2013 r., w 2014 r. też ma sięgnąć powyżej 2 proc.) i dynamicznie zwiększa obroty handlowe, szczególnie z największymi partnerami, czyli kolejno (w eksporcie i imporcie) z Niemcami, Włochami, Francją, Węgrami i Turcją.

Ważnym, odczuwalnym i widocznym na rynku dostawcą towarów (spożywczych, drobnego przemysłu, kosmetyków czy chemii użytkowej) jest również Polska, która z 4,4-proc. udziałem w 2013 r. zajęła nawet piąte miejsce w tamtejszym imporcie.

Rumunię różni od sąsiadów to, że jako państwo posiadająca własne surowce energetyczne nie jest uzależniona od Rosji i Wschodu (choć obecni już tutaj Chińczycy mocno się do tego rynku dobijają).

Obecność i członkowstwo w UE widać już niemal na każdym kroku. Przede wszystkim w postaci nowych dróg, mostów i infrastruktury, w tym także właśnie budowanej autostrady A1 prowadzącej z Bukaresztu na zachód, w kierunku Aradu i węgierskiej granicy (przejście Nadlac). Ukończono już także 202-km. odcinek autostrady A2 ze stolicy do nadmorskiej Konstancy, a w realizacji jest także autostrada A3 (łącznie w grudniu 2013 r. było 639 km autostrad). Kto zna fatalne rumuńskie drogi sprzed lat, co jest również osobistym doświadczeniem autora tego tekstu, będzie częstokroć pozytywnie zaskoczony.

Mali wiejscy przedsiębiorcy

Drugi wymiar unijnej obecności to środki dotacje i subwencje w ramach Wspólnej Polityki Rolnej, które ostatnio mogą sięgać nawet 166 euro do 1 ha. Chodzi przede wszystkim o wspieranie małej przedsiębiorczości na wsi – od banków spółdzielczych po małe i średnie przedsiębiorstwa pracujące na rzecz rolnictwa czy rodzinne pensjonaty w tradycyjnych domach. Na razie nie budzi natomiast społecznego sprzeciwu przeprowadzona w początkach roku deregulacja, na mocy której obcy inwestorzy będą mogli wejść na rumuńską wieś (szacuje się, że już około 10 proc. rumuńskich ziem jest w obcych rękach i nie chodzi o mieszkającą tu nierumuńską ludność).

Nic dziwnego, że poziom społecznej akceptacji dla członkowstwa w UE jest wysoki. Bruksela patrzy natomiast na znowu szybko rosnącą gospodarkę, a na przełomie 2013 i 2014 r. nawet najszybciej w UE (indeks na giełdzie w Bukareszcie wzrósł o ponad 20 proc. w ciągu minionego roku!) jako na swe ulubione, choć może trochę niesforne dziecko. Chwali się otwartość tej gospodarki, np. to, że liniowy podatek CIT i PIT pozostają na poziomie 16 proc. Pozytywnie ocenia się fakt, że w 2013 r. aż 69,6 proc. rumuńskiego eksportu i 75,7 importu należało do państw UE.

Polityka miesza się z gospodarką

Podstawowe wyzwanie stojące przed Rumunią to jakość jej rządów i zarządzających gospodarką (często chodzi, niestety, o te same osoby). Stopień korupcji jest tu bardzo wysoki. Według bodaj najbardziej wiarygodnego badania Transparency International i jej wskaźnika CPI (Corruption Perception Index), w 2013 r. Rumuniaznalazła się na 69. miejscu, niewiele przed Bułgarią (77.), a za innymi państwami z regionu (Słowacja – 61., Czechy i Chorwacja – 57., Węgry – 47. i Polska –38.).

Lista skandali korupcyjnych w tym kraju jest niezmiernie bogata i obejmuje, by wymienić tylko osoby prawomocnie skazane, całą listę prominentów – od byłego premiera Adriana Nastase po ministrów (np. obrony, rolnictwa, czy komunikacji) i szefa sztabu generalnego armii, o parlamentarzystach, senatorach czy merach miast nie wspominając. Łącznie znajduje się na tej liście blisko 50 osób, co jednoznacznie świadczy o skali zjawiska. W 2014 roku kraj żył kolejną aferą, tym razem w wydaniu brata obecnego prezydenta.

Właśnie przejrzystość życia publicznego oraz konieczność oddzielenia interesów prywatnych od publicznych i państwowych wskazuje się we wszystkich opracowaniach i analizach dotyczących Rumunii jako warunki sine qua non powrotu na ścieżkę szybkiego wzrostu i dalszego rozwoju oraz koniecznej modernizacji. Żeby tygrys nie był chromy, musi się oczyścić.

Zarówno jakość rządzenia, jak trzymanie się zasad państwa prawnego pozostawiają wiele do życzenia, a nadmierny wpływ szarej strefy na życie publiczne od dawna jest przedmiotem troski wielu autorów, w tym Constantina Ciupagei, Simony Ilie i Rainera Nefa, w ich przenikliwym studium tamtejszej transformacji jeszcze z końca lat 90. XX w.

Wiele wskazuje na to, że od tamtej pory nie uporano się z istniejącymi od początku burzliwej transformacji podstawowymi bolączkami. W efekcie nawet Komisja Europejska w swych ostatnich raportach porównuje polityczno-gospodarcze oraz społeczno-gospodarcze zjawiska i procesy zachodzące w Rumunii do tych na Bałkanach, a nie w Europie Środkowej i Wschodniej. W tych raportach do mankamentów życia w kraju dodaje się jeszcze populizm, szybko rosnące rozwarstwienie, niski poziom społecznego zaufania do elit wyrażający się m.in. w niskiej frekwencji wyborczej, nadmiar polityki w gospodarce i vice versa oraz „impotencję państwa” (wyliczono np., że do centralnego budżetu trafia zaledwie 52 proc. środków zebranych z podatku VAT).

Mamy więc „kraj smutny pełen humoru”; są powody do zadowolenia, ale nie mniejsze do troski. Ma rację Carina Murafa z Instytutu Aspen w Bukareszcie, gdy pisze w studium z lutego 2014 r.: „dalsze polityczne manipulacje nie zaprowadzą nas bliżej do prawdziwej gospodarczej transformacji”. Nadmiernie związki polityki z gospodarką są przekleństwem i tylko zerwanie tego jak dotąd gordyjskiego węzła dałoby szansę, by w ślad zanotowanym ostatnio ponownie wzrostem przyszła także prawdziwa modernizacja i renesans tego ciekawego choć nieco zapomnianego kraju.

Autor tekstu: Bogdan Góralczyk

źródło: obserwatorfinansowy.pl

Otwarta-licencja

 

Zapisz się na newsletter!

Będziemy dostarczali Ci wieści z rynku, porady ekspertów oraz informacje o najważniejszych targach, wystawach i konferencjach.

free newsletter templates powered by FreshMail