Masz pytanie? Zadzwoń: +48-32-724-39-41

Kategoria : Raport

HomeHome»Archive by Category "Raport"

Polskie inwestycje na rynku wody mineralnej w Rumunii

Rumuńskie złoża wód mineralnych, dostępne z ponad 2 tys. ujęć, stanowią ok. 30% europejskiego wolumenu mineralnych wód pitnych i leczniczych, jak wynika z raportu Krajowego Przedsiębiorstwa Wód Mineralnych SA (SNAM). W opublikowanej przez SNAM „Strategii 2016 – 2020”, przewiduje się, że najbliższe lata przyniosą rekordowy wzrost produkcji wody mineralnej w Rumunii, z 998 mln litrów w 2015 r. do 1.250 mln litrów w 2020 r. Jednocześnie średnioroczne spożycie wody mineralnej na mieszkańca Rumunii to ok. 50 litrów, czyli mniej niż połowa średniej europejskiej czy zaledwie 25% wody butelkowanej wypijanej rocznie przez statystycznego Włocha, podają przedstawiciele SNAM.

Szerokim echem w rumuńskich mediach biznesowych odbiło się przejęcie wiodącego rumuńskiego producenta butelkowanej wody mineralnej Rio Bucovina przez wadowicką Grupę Maspex. Grupa Maspex, właściciel m.in. takich marek jak Tymbark, Kubuś, Lubella, Łowicz, Krakus czy Kotlin, sfinalizowała transakcję, obejmującą m.in. zakup trzech zakładów produkcyjnych w miejscowościach: Vatra Dornei, Timișoara i Giurgiu oraz znanej marki Bucovina, informuje spółka. – Marka Bucovina znacznie zwiększy naszą konkurencyjność i umocni pozycję naszej firmy na rynku rumuńskim. Konsumpcja wody w Rumunii jest jeszcze na niższym poziomie, niż w innych krajach europejskich, co z pewnością daje perspektywy do dalszego rozwoju, powiedział Krzysztof Pawiński, prezes Grupy Maspex Wadowice, cytowany w komunikacie.

„Jest to 18. przejęcie Grupy Maspex, 10. za granicą, w tym 3. na rynku rumuńskim. W 2007 roku rumuńska spółka zależna Maspeksu zakupiła markę Arnos, wiodącego producenta makaronów, a w 2013 roku marki Salatini i Capollini – uznane brandy w segmencie krakersów i precli i zdecydowani liderzy, do których należy 1/3 rynku krakersów i ok. 20% rynku precli. Przejęcie Rio Bucoviny jest największym do tej pory zrealizowanym w Rumuni”, czytamy w komunikacie.

Rumunia jest dla Maspexu drugim, po Polsce, co do wielkości rynkiem. Soki marchwiowe Tedi (Kubuś), soki i nektary Tymbark, czekolada na gorąco i cappuccino La Festa, śmietanki do kawy Coffeeta, krakersy i precle Salatini, to zdecydowani liderzy na rynku rumuńskim.

Źródło: SNAM SA, Grupa Maspex

Rumuni kupują z Polski więcej niż z Chin!

Polska staje się coraz ważniejszym partnerem handlowym Rumunii, co potwierdzają dane Rumuńskiego Urzędu Statystycznego (INS).

skąd importuje Rumunia BIG

         Polska jest piątym najważniejszym zewnętrznym dostawcą dla rumuńskiej gospodarki, wyprzedzając takie kraje jak Chiny, Holandia czy Rosja. Zakupy polskich towarów i usług w 2015 r. stanowiły aż 4,8% całego rumuńskiego importu. Łączna kwota, za jaką Polacy sprzedali towary i usługi rumuńskim kontrahentom, przekroczyła 3 mld EUR. Polski eksport do Rumunii wzrósł tym samym w 2015 r. o 11,9% w stosunku do 2014 r.

W wymianie handlowej z Rumunią Polska odnotowała dodatnie saldo w wysokości 1.588 mln EUR.

Polska znajduje się również w pierwszej dziesiątce najważniejszych krajów eksportowych Rumunii, plasując się na miejscu 9-tym. Import rumuńskich produktów na rynek polski odnotował wzrost o 11,2%, osiągając wartość 1.463 mln EUR.

dokąd eksportuje Rumunia BIG

W polskim eksporcie do Rumunii dominują urządzenia mechaniczne i elektryczne, wyroby nieszlachetne i z metali nieszlachetnych, gotowe artykuły spożywcze, napoje bezalkoholowe i alkohol, pojazdy oraz tworzywa sztuczne i wyroby z nich oraz kauczuk.
Z kolei w imporcie przeważają urządzenia mechaniczne i elektryczne, pojazdy, statki powietrzne, materiały i wyroby włókiennicze, wyroby nieszlachetne i z metali nieszlachetnych oraz tworzywa sztuczne i wyroby z nich.

Największy udział w polskim eksporcie do Rumunii w 2015 r. miały następujące grupy towarowe:

  1. Urządzenia mechaniczne i elektryczne oraz urządzenia do rejestracji i odbioru dźwięku – 579,1 mln EUR
  2. Wyroby nieszlachetne i wyroby z metali nieszlachetnych – 288,6 mln EUR
  3. Gotowe art. spożywcze; napoje bezalkoholowe, alkohol i ocet; tytoń – 278,9 mln EUR
  4. Pojazdy, statki powietrzne, jednostki pływające – 267,9 mln EUR
  5. Tworzywa sztuczne i wyroby z nich; kauczuk i wyroby – 245,5 mln EUR
  6. Produkty przemysłu chemicznego i przemysłów pokrewnych – 231 mln EUR

Z kolei w obrotach towarowych Polski z Rumunią największy udział w imporcie miały następujące grupy towarowe:

  1. Urządzenia mechaniczne i elektryczne; do rejestracji i odbioru dźwięku – 391,7 mln EUR
  2. Pojazdy, samoloty, statki – 191,3 mln EUR
  3. Materiały i wyroby włókiennicze – 184 mln EUR
  4. Wyroby nieszlachetne i wyroby z metali nieszlachetnych – 171,1 mln EUR
  5. Tworzywa sztuczne i wyroby z nich; kauczuk i wyroby z kauczuku – 138,8 mln EUR
  6. Produkty przemysłu chemicznego i przemysłów pokrewnych – 56,3 mln EUR

 

Źródła:
Institutul Național de Statistică – Romania
WPHI Bukareszt

 

 

BIZ w Rumunii w górę o 25%

Napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w Rumunii w 2015 r. wyniósł prawie 3 mld euro, 614 mln euro więcej niż w roku poprzednim, dając najlepszy wynik od 2009 r.

Wielkość napływu inwestycji zagranicznych w Rumunii uległa znacznej redukcji wskutek kryzysu gospodarczego przed siedmioma laty, gdy wartość BIZ spadła z 9,5 mld euro w 2008 r. do 3,5 mld w roku następnym i – dalej – 2,6 mld euro w 2010 i 1,8 mld w 2011. W kolejnym roku odnotowany został już wzrost napływu (2,1 mld), po czym rok 2013 przyniósł kolejną zwyżkę (2,7 mld). W 2014 roku przeprowadzone inwestycje zagraniczne ponownie nieco spadły (do 2,4 mld).

Największy udział w łącznym stanie BIZ w Rumunii (wg stanu na 31.12.2014) mają Holandia (23,6%), Austria (16,1%) i Niemcy (12,4%). Polska z udziałem na poziomie 0,5% znajduje się za Danią (0,8%) i Irlandią (0,6%) oraz przed m.in. Norwegią (0,4%), Japonią (0,4%) i EBRR (0,3%).

Rumunia chce politycznego oczyszczenia

W środę 4 listopada ze stanowiska zrezygnował premier Rumunii Victor Ponta. Bezpośrednim powodem tej decyzji był pożar, w którym zginęło ponad 30 osób. Za protestami tłumu, który wyszedł na ulice stały jednak afery, nie wypadek.

Wypadki zdarzają się na całym świecie, dlaczego więc ponad 20 tysięcy osób, które 3 listopada demonstrowały przed siedzibą rządu i domagały się dymisji premiera, krzyczało, że Ponta jest zbrodniarzem i ma krew na rękach? Nie był to tylko wynik wzburzenia tragiczną śmiercią młodych ludzi z bukaresztańskiego klubu, ale raczej wyraz ogólnej frustracji i rozczarowania skorumpowanym, słabym państwem. Nikt z demonstrujących nie miał wątpliwości, że właściciele klubu, w którym wybuchł pożar tylko dzięki łapówce mogli wewnątrz urządzić pokaz sztucznych ogni.

Choć Rumunia w ostatnich latach zrobiła wiele, by zwalczyć korupcję, to wciąż bardzo wiele pozostaje do zrobienia. Powołana do walki z łapownictwem instytucja, Państwowy Dyrektoriat Antykorupcyjny, została uznana przez Komisję Europejską na jeden z najsprawniejszych na kontynencie organów zajmujących się zwalczaniem tego rodzaju przestępstw. O skuteczności instytucji świadczy m.in. fakt, że ma odwagę zajmować się także oskarżeniami dotyczącymi czołowych polityków. Procedury są dobre, ale nie są w stanie podołać przerażającej skali problemu. W publikowanym corocznie przez Komisję Europejską raporcie dotyczącym korupcji  Rumunia wypada bardzo słabo.

Korupcją przeżarte są zamówienia publiczne i opieka zdrowotna. Z danych ośrodków monitorujących łapownictwo wynika, że 60 proc. respondentów choć raz zaoferowało lekarzowi kopertę z pieniędzmi, a dla 59 proc. łapówka wydaje się najlepszą gwarancją prawidłowego wykonania zabiegu.

Victor Ponta przedstawił swego czasu oryginalny sposób zwalczania korupcji w służbie zdrowia: zaproponował, by wręczanie gratyfikacji lekarzom było legalne pod warunkiem, że pacjenci następnie wykażą owo świadczenie w zeznaniu podatkowym. Wdrożenie takiego rozwiązania rozwiązałoby, zdaniem byłego premiera, dwa potężne problemy służby zdrowia: wyeliminowało niekontrolowany przepływ pieniędzy między lekarzami i pacjentami, oraz zwiększyło wynagrodzenie personelu medycznego, a co za tym idzie pracownicy szpitali nie musieliby szukać lepszych warunków pracy za granicą.

Korupcja sięga jednak znacznie wyżej. We wrześniu mer Bukaresztu Sorin Oprescu został aresztowany pod zarzutem przyjmowania korzyści majątkowych od firm, którym miasto przyznało kontrakty w przetargach, zaś w lutym  marzenia o karierze politycznej – również z powodu zarzutów korupcyjnych – musiała zarzucić Elena Udrea,  ówczesna minister turystki i kandydatka na prezydenta.

To, że Ponta podał się do dymisji po tragicznym pożarze, nie powinno być odbierane tylko w kategoriach politycznej odpowiedzialności za niewystarczający nadzór nad odległymi mu instytucjami. Jemu także postawiono zarzuty korupcyjne, a ponadto oskarżono go o fałszowanie dokumentów, pranie brudnych pieniędzy i oszustwa podatkowe, nie wspominając o zarzucanym plagiacie doktoratu. Śledczy już latem informowali, że mają wystarczająco dużo dowodów, by wkrótce formalnie oskarżyć ówczesnego szefa rządu.

Chociaż korupcja nadal jest poważnym problemem (choć systematycznie spada), to kraj się rozwija. Bezrobocie nie przekracza 7 proc., a PKB w drugim kwartale tego roku rosło prawie najszybciej w Europie –  wzrost na poziomie 3,7 proc. Wobec nacisków Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Komisji Europejskiej Bukareszt nieustannie wdraża reformy gospodarcze, które mają zachęcić zagraniczny kapitał do inwestowania – postępuje prywatyzacja, usuwane są zidentyfikowane wcześniej bariery powstrzymujące rozwój rynków kapitałowych, obniżane podatki i koszty pracy.

Niestety realizacja tych pomysłów kuleje. Bezrobocie jest niskie, Powstają nowe miejsca pracy, bo zagraniczne firmy przenoszą tam swoje zakłady produkcyjne ze względu na bardzo niskie koszty pracy. Średnie zarobki w maju tego roku wynosiły 2342 złote brutto. Pensja minimalna wyniosła 894 zł, mniej w UE zarabia się jedynie w Bułgarii. Kraj notuje intensywny odpływ specjalistów , którzy za granicą zarabiają nawet kilkanaście razy więcej.

Chętnie wyjeżdżają zwłaszcza lekarze – o ile w 2011 r. w rumuńskich szpitalach zatrudnionych było 21 400 medyków, w 2014 pracowało ich zaledwie 14 400. Zaczynający pracę lekarz może liczyć na 350 euro miesięcznego wynagrodzenia (kwota została niedawno podniesiona, wcześniej w państwowych szpitalach początkującemu medykowi płacono 200 euro. Brakujących 7 tysięcy lekarzy należy szukać w szpitalach niemieckich czy francuskich, gdzie nawet wchodzący do zawodu lekarz może liczyć na wynagrodzenie kilkakrotnie wyższe.

Niektóre pomysły rządu na pobudzenie gospodarki są kontrowersyjne. W sierpniu rząd ustalił – wbrew stanowisku MFW i Komisji Europejskiej – obniżenie podstawowej stawki VAT z 24 do 20 proc. od 1 stycznia 2016 r. i dalsze jej obniżanie do 19 proc. od 2017 r. W czerwcu z kolei weszła w życie obniżona stawka VAT na żywność (z 24 proc. spadła do 9 proc.). Celem działań jest pobudzenie wzrostu gospodarczego (i w krótkiej perspektywie to się udało, w czerwcu dynamika sprzedaży detalicznej w Rumunii sięgnęła w ujęciu rocznym blisko 8 proc.), ale eksperci ostrzegają, że doprowadzi też do zwiększenia deficytu i dlatego powoduje niepokój międzynarodowych organizacji i banku centralnego.

Jakie wnioski z tej sytuacji powinien wyciągnąć nowy szef rządu? Po pierwsze, nie może pozwolić na to, by zwolnił proces oczyszczania wszystkich szczebli administracji z osób, które przyjmują świadczenia majątkowe. Nawet jeśli zarzuty zostaną postawione politykom z najbliższego otoczenia władzy, premier będzie musiał dać urzędnikom Dyrektoriatu Antykorupcyjnego pełne pole manewru bez względu na polityczne koszty, jakie sam poniesie. Po drugie, rząd nie może zachłysnąć się dobrą koniunkturą gospodarczą i próbować odcinać od niej kupony. Wzrost gospodarki o 3,7 proc. jest osiągnięciem do pozazdroszczenia, ale aby go nie osłabić, państwo musi powstrzymać się od niepotrzebnego interwencjonizmu i pozwolić rynkowi działać.

Autor tekstu: Martyna Kośka

źródło: obserwatorfinansowy.pl

Otwarta-licencja

Rumunia – ulubione, choć niesforne dziecko UE

Rumunia nie wzbudza teraz większego zainteresowania na scenie międzynarodowej, tymczasem nadal przechodzi burzliwą transformację. Nie bardzo wiadomo, jak sobie z nią radzi. Niedawny powrót na ścieżkę wzrostu nie musi oznaczać końca problemów.

„Kraj smutny, pełen humoru” – napisali o niej już w tytule swojej książki o Rumunii Adam Burakowski i Marius Stan. Ostatnio słyszymy o nim albo z racji wydarzeń politycznych, np. nadchodzących wyborów prezydenckich (w listopadzie odejdzie obecny prezydent Traian Basescu), albo strategicznych, bowiem w przeciwieństwie do Budapesztu i większości państw wyszehradzkich, a podobnie jak warszawa Bukareszt ma jednoznacznie prozachodnie (i stawiające na NATO) stanowisko w kontekście kryzysu i wojny na Ukrainie. Tylko czasami tematyka rumuńska trafiała na czołówki światowych mediów, zazwyczaj zresztą w nieprzychylnym kontekście. Na przykład całkiem niedawno głośno było o rumuńskich (romskich) emigrantach we Włoszech, Francji i Hiszpanii. O tym, jak ten kraj wygląda od środka, wiemy o wiele mniej.

Uciekają zamiast budować

Rumunia bogatym państwem nie była i nie jest. Z szacowanym na koniec 2013 r. dochodem w sile nabywczej rzędu 290 mld dol. znajduje się dokładnie w połowie piątej dziesiątki państw pod względem wielości gospodarki (13. gospodarka w UE). Ma więc potencjał mniej więcej o połowę mniejszy od Polski, podczas gdy legitymuje się terytorium niewiele mniejszym od naszego terytorium (239 km kw.).

Specyfiką tego państwa jest jeden z najniższych w Unii Europejskiej (do którejRumunia przystąpiła 1 stycznia 2007 r.) poziom urbanizacji (53 proc.). Oznacza to, że niemal połowa ludności żyje nadal na wsiach i z rolnictwa. Mało wydajnego, bowiem sektor rolny daje zaledwie 6,5–7 proc. PKB, natomiast zatrudnia aż 30 proc. siły roboczej.

Nic dziwnego, że na terenie malowniczego, górzystego Siedmiogrodu nadal można spotkać rozległe i aktywne wsie – o ile nie są węgierskie (a takich tam niemało), gdyż te właśnie wymierają. Młodzież z nich ucieka, korzystając ze szczodrej oferty węgierskiego premiera Viktora Orbána, który zaproponował tamtejszym Węgrom podwójne obywatelstwo. Masowo skorzystali, ale sami przyznają, że interesuje ich bardziej wiza Schengen, a nie jakiś patriotyczny poryw. Bronią się pod tym względem, jak zawsze w historii, węgierscy górale, czyli Seklerzy (mniejszość szacowana na 700 tys. osób), zamieszkali w środku kraju, na północ od Braszowa. Tam akurat wioski są najbardziej zadbane i żywe.

Mimo że reżimowi Nicolae Ceausescu w latach 70. i 80. XX w. udało się pozbyć (czyt. sprzedać za niemieckie marki) jedną z tradycyjnych tutejszych grup etnicznych – Sasów, znakiem szczególnym Rumunii pozostaje wieloetniczność. Pozostali Węgrzy i Seklerzy (6,5–7 proc. z 20 mln ludności), a także Ukraińcy, Tatarzy, Mołdawianie czy Czango (węgierskojęzyczna mniejszość ze wschodu kraju). Największym wyzwaniem jest jednak kwestia romska, prowadząca m.in. do wysokiego poziomu bezrobocia (oficjalnie 7,5 proc. i prawie 27 proc. wśród młodzieży), a także napięć społecznych, choć – szczęśliwie – nie międzyetnicznych.

Powrót tygrysa?

Rumunia doświadczyła kryzysu po 2008 roku jak wszyscy w UE. Straciła wtedy pozycję szybko rozwijającego się gospodarczego tygrysa. Przez trzy lata trwała recesja, a proces zakończył się podpisaniem umowy z MFW, Europejskim Bankiem Centralnym i Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju (w tej właśnie kolejności co do przydzielonych środków) na pakiet pomocowo-stablizacyjny w wysokości 26 mld dol. Do tego doszły dwa kolejne porozumienia i kredyty stand by z lat 2011 i 2013 (odpowiednio 6,6 i 5,4 mld dol.) na – jak to ujęto w oficjalnych komunikatach – promowanie dyscypliny fiskalnej, wspieranie reform strukturalnych i umacnianie stabilności sektora finansowego. Kraj jednak nadal boryka się z deficytem budżetowym rzędu 2,5 proc. PKB. Jego dług publiczny, szacowany na około 39 proc. PKB, jest jednak jednym z najniższych w UE. Za to zadłużenie zagraniczne – 131,6 mld dol. na koniec 2013 r. – jest wysokie i stale rośnie, co też może budzić zaniepokojenie.

Właśnie dzięki tym kredytom, jak się podkreśla, kraj wszedł ponownie na ścieżkę wzrostu (3,5 proc. w 2013 r., w 2014 r. też ma sięgnąć powyżej 2 proc.) i dynamicznie zwiększa obroty handlowe, szczególnie z największymi partnerami, czyli kolejno (w eksporcie i imporcie) z Niemcami, Włochami, Francją, Węgrami i Turcją.

Ważnym, odczuwalnym i widocznym na rynku dostawcą towarów (spożywczych, drobnego przemysłu, kosmetyków czy chemii użytkowej) jest również Polska, która z 4,4-proc. udziałem w 2013 r. zajęła nawet piąte miejsce w tamtejszym imporcie.

Rumunię różni od sąsiadów to, że jako państwo posiadająca własne surowce energetyczne nie jest uzależniona od Rosji i Wschodu (choć obecni już tutaj Chińczycy mocno się do tego rynku dobijają).

Obecność i członkowstwo w UE widać już niemal na każdym kroku. Przede wszystkim w postaci nowych dróg, mostów i infrastruktury, w tym także właśnie budowanej autostrady A1 prowadzącej z Bukaresztu na zachód, w kierunku Aradu i węgierskiej granicy (przejście Nadlac). Ukończono już także 202-km. odcinek autostrady A2 ze stolicy do nadmorskiej Konstancy, a w realizacji jest także autostrada A3 (łącznie w grudniu 2013 r. było 639 km autostrad). Kto zna fatalne rumuńskie drogi sprzed lat, co jest również osobistym doświadczeniem autora tego tekstu, będzie częstokroć pozytywnie zaskoczony.

Mali wiejscy przedsiębiorcy

Drugi wymiar unijnej obecności to środki dotacje i subwencje w ramach Wspólnej Polityki Rolnej, które ostatnio mogą sięgać nawet 166 euro do 1 ha. Chodzi przede wszystkim o wspieranie małej przedsiębiorczości na wsi – od banków spółdzielczych po małe i średnie przedsiębiorstwa pracujące na rzecz rolnictwa czy rodzinne pensjonaty w tradycyjnych domach. Na razie nie budzi natomiast społecznego sprzeciwu przeprowadzona w początkach roku deregulacja, na mocy której obcy inwestorzy będą mogli wejść na rumuńską wieś (szacuje się, że już około 10 proc. rumuńskich ziem jest w obcych rękach i nie chodzi o mieszkającą tu nierumuńską ludność).

Nic dziwnego, że poziom społecznej akceptacji dla członkowstwa w UE jest wysoki. Bruksela patrzy natomiast na znowu szybko rosnącą gospodarkę, a na przełomie 2013 i 2014 r. nawet najszybciej w UE (indeks na giełdzie w Bukareszcie wzrósł o ponad 20 proc. w ciągu minionego roku!) jako na swe ulubione, choć może trochę niesforne dziecko. Chwali się otwartość tej gospodarki, np. to, że liniowy podatek CIT i PIT pozostają na poziomie 16 proc. Pozytywnie ocenia się fakt, że w 2013 r. aż 69,6 proc. rumuńskiego eksportu i 75,7 importu należało do państw UE.

Polityka miesza się z gospodarką

Podstawowe wyzwanie stojące przed Rumunią to jakość jej rządów i zarządzających gospodarką (często chodzi, niestety, o te same osoby). Stopień korupcji jest tu bardzo wysoki. Według bodaj najbardziej wiarygodnego badania Transparency International i jej wskaźnika CPI (Corruption Perception Index), w 2013 r. Rumuniaznalazła się na 69. miejscu, niewiele przed Bułgarią (77.), a za innymi państwami z regionu (Słowacja – 61., Czechy i Chorwacja – 57., Węgry – 47. i Polska –38.).

Lista skandali korupcyjnych w tym kraju jest niezmiernie bogata i obejmuje, by wymienić tylko osoby prawomocnie skazane, całą listę prominentów – od byłego premiera Adriana Nastase po ministrów (np. obrony, rolnictwa, czy komunikacji) i szefa sztabu generalnego armii, o parlamentarzystach, senatorach czy merach miast nie wspominając. Łącznie znajduje się na tej liście blisko 50 osób, co jednoznacznie świadczy o skali zjawiska. W 2014 roku kraj żył kolejną aferą, tym razem w wydaniu brata obecnego prezydenta.

Właśnie przejrzystość życia publicznego oraz konieczność oddzielenia interesów prywatnych od publicznych i państwowych wskazuje się we wszystkich opracowaniach i analizach dotyczących Rumunii jako warunki sine qua non powrotu na ścieżkę szybkiego wzrostu i dalszego rozwoju oraz koniecznej modernizacji. Żeby tygrys nie był chromy, musi się oczyścić.

Zarówno jakość rządzenia, jak trzymanie się zasad państwa prawnego pozostawiają wiele do życzenia, a nadmierny wpływ szarej strefy na życie publiczne od dawna jest przedmiotem troski wielu autorów, w tym Constantina Ciupagei, Simony Ilie i Rainera Nefa, w ich przenikliwym studium tamtejszej transformacji jeszcze z końca lat 90. XX w.

Wiele wskazuje na to, że od tamtej pory nie uporano się z istniejącymi od początku burzliwej transformacji podstawowymi bolączkami. W efekcie nawet Komisja Europejska w swych ostatnich raportach porównuje polityczno-gospodarcze oraz społeczno-gospodarcze zjawiska i procesy zachodzące w Rumunii do tych na Bałkanach, a nie w Europie Środkowej i Wschodniej. W tych raportach do mankamentów życia w kraju dodaje się jeszcze populizm, szybko rosnące rozwarstwienie, niski poziom społecznego zaufania do elit wyrażający się m.in. w niskiej frekwencji wyborczej, nadmiar polityki w gospodarce i vice versa oraz „impotencję państwa” (wyliczono np., że do centralnego budżetu trafia zaledwie 52 proc. środków zebranych z podatku VAT).

Mamy więc „kraj smutny pełen humoru”; są powody do zadowolenia, ale nie mniejsze do troski. Ma rację Carina Murafa z Instytutu Aspen w Bukareszcie, gdy pisze w studium z lutego 2014 r.: „dalsze polityczne manipulacje nie zaprowadzą nas bliżej do prawdziwej gospodarczej transformacji”. Nadmiernie związki polityki z gospodarką są przekleństwem i tylko zerwanie tego jak dotąd gordyjskiego węzła dałoby szansę, by w ślad zanotowanym ostatnio ponownie wzrostem przyszła także prawdziwa modernizacja i renesans tego ciekawego choć nieco zapomnianego kraju.

Autor tekstu: Bogdan Góralczyk

źródło: obserwatorfinansowy.pl

Otwarta-licencja

 

Nawet Rumunia, Bułgaria i Rosja mają lepiej rozwinięty system PPP

Wciąż mamy bardzo mało projektów realizowanych w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, a większość ogłaszanych w Polsce przetargów na inwestycje w tej formule kończy się fiaskiem. Bez zachęty ze strony rządu i wcale nie skomplikowanej zmiany prawa to się nie zmieni.

Sektor publiczny w Polsce musi ograniczać dług lub przynajmniej nie zwiększać obecnego zadłużenia. Samorządy zmusza do tego m.in. nowy, bardziej rygorystyczny wskaźnik zadłużenia, który zacznie je obowiązywać od 2014 roku. Jednocześnie te same samorządy dostaną w latach 2014–2020 więcej niż dotychczas środków unijnych na inwestycje z tzw. regionalnych programów operacyjnych. By je wydać, będą jednak musiały mieć pieniądze na wkład własny. Jak je znaleźć?

Jednym z najlepszych sposobów wydaje się realizacja przynajmniej części inwestycji przy użyciu partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP). W krajach UE zobowiązania partnera publicznego – pod pewnymi warunkami – nie są doliczane do jego zadłużenia. Te warunki to przede wszystkim wzięcie na siebie przez partnera prywatnego ryzyka związanego z budową oraz jednego z dwóch innych ryzyk: popytu lub dostępności.

>>video: PPP zadziała, gdy ryzyko będzie podzielone właściwie

Inwestycje przedwyborcze

Wydaje się więc, że w takich okolicznościach sektor publiczny w Polsce powinien zdecydowanie postawić na PPP. Tak jednak wciąż się nie dzieje, choć niektóre dane mogą sprawiać inne wrażenie. W roku 2012 znacząco zwiększyła się w Polsce liczba przetargów na realizację inwestycji publicznych z wykorzystaniem partnerstwa publiczno-prywatnego. W jednak 2013 wzrosła też łączna wartość przedsięwzięć, na które te przetargi ogłoszono – do 4,6 mld zł. W dodatku wydaje się, że ten wzrostowy trend utrzyma się w 2013 i 2014 roku, choćby dlatego, że przyszły rok będzie dla polskich samorządów rokiem wyborczym, co zawsze oznacza wysyp nowych inwestycji, choćby tylko planowanych.

Problem w tym, że jeśli zestawi się statystyki z danymi porównawczymi i faktami, to już przestaje być optymistycznie. Po pierwsze: w przeciwieństwie do krajów zachodnich, które wykorzystują PPP na szerszą skalę, w Polsce przy jego użyciu realizuje się głównie projekty małe. Najczęściej za kilka, kilkanaście, najwyżej kilkadziesiąt milionów złotych (przy europejskiej średniej sięgającej 160 mln euro). Głównie dlatego, że w ostatnich latach niemal wszystkie nasze projekty PPP to projekty samorządowe.

Na Zachodzie za większość takich przedsięwzięć odpowiada rząd i jego agendy. W naszym kraju rząd może się obecnie pochwalić tylko jednym realizowanym projektem PPP – budową nowej siedziby sądu rejonowego w Nowym Sączu. Po drugie: w Polsce większość przetargów na realizację inwestycji w ramach PPP kończyła się dotąd fiaskiem – albo zostały anulowane, albo mimo rozstrzygnięcia, a nawet podpisania umów, inwestycja nie dochodziła do skutku.

W 2009 r. ogłoszono w Polsce 33 przetargi na inwestycje w ramach PPP, a podpisano tylko dwie umowy z prywatnymi partnerami. W 2010 r. przetargów było 51, a umów zaledwie 11. W 2011 r. – 36 i 11, zaś w 2012 r. roku na 57 przetargów przypadło tylko 9 umów. W latach 2009–2010 anulowano w Polsce aż 45 proc. postępowań przetargowych na projekty, które miały być realizowane przy użyciu PPP.

Efekt jest taki, że w naszym kraju przedsięwzięcia realizowane z wykorzystaniem PPP to mniej niż 1 proc. wszystkich inwestycji publicznych. Pod tym względem wśród krajów OECD jesteśmy na szarym końcu. Dla porównania: w Wielkiej Brytanii, która jest światowym liderem w stosowaniu tego modelu, ów wskaźnik wynosi 23 proc. W rozwoju PPP wyprzedzają nas jednak nie tylko kraje zachodnie, ale i takie, które są biedniejsze od nas, np. Indie, które do 2009 r. miały na swym koncie 450 zakończonych lub realizowanych inwestycji w ramach tego modelu.

Tegoroczny „Raport o partnerstwie publiczno-prywatnym w Polsce” wydany przez Centrum PPP (praca zbiorowa pod redakcją prof. Jerzego Hausera) dzieli dojrzałość rynku partnerstwa publiczno-prywatnego na trzy fazy. Polska jest dopiero w pierwszej, wstępnej fazie. W trzeciej, najbardziej zaawansowanej są Wielka Brytania i Australia, a w drugiej Niemcy, Hiszpania, Irlandia, Włochy, Francja, Holandia, Japonia, Kanada, Grecja, Portugalia, USA i Nowa Zelandia. W pierwszej fazie są oprócz nas m.in. Indie, Brazylia, Meksyk, Rosja, RPA, Rumunia czy Bułgaria, jednak z raportu wynika, że nawet te kraje wyprzedzają nas pod względem rozwoju PPP.

PPP-liczba-ogłoszonych-w-Polsce-przetargów-na-realizację-inwestycji-usługi

(infografika Darek Gąszczyk)

Za mało wiedzą

Dlaczego wypadamy w tej dziedzinie tak kiepsko? Dlaczego tyle przetargów na przedsięwzięcia PPP kończy się u nas fiaskiem? Przyczyn jest kilka. Jedną z głównych jest to, że pracownikom sektora publicznego w Polsce wciąż brakuje wystarczającej wiedzy i kompetencji w tej materii. W rezultacie instytucje publiczne w ogóle nie biorą się za PPP albo robią to w niewłaściwy sposób, np. ogłaszają przetarg na inwestycję, do której PPP nie powinno mieć zastosowania. Choćby dlatego, że stronie publicznej bardziej opłacałoby się ją przeprowadzić w tradycyjny sposób niż w ramach PPP.

Często jest tak, że samorządowcy, nie rozumiejąc w pełni tego modelu, chcą za dużo ryzyk przerzucić na partnera prywatnego. Ten nie może się na to zgodzić i przedsięwzięcie kończy się fiaskiem. Tak było np. w przypadku budowy sortowni odpadów w Przemyślu. Bardzo ciekawym przykładem jest pionierski w skali polski projekt budowy nowego szpitala powiatowego w Żywcu. Ma go budować za swoje pieniądze kanadyjski inwestor – firma InterHealth Canada, ale mimo że podpisał umowę z żywieckim starostwem powiatowym ponad dwa lata temu, do dziś inwestycja nie ruszyła. Z jednego powodu: kanadyjski inwestor nie może zamknąć finansowania tego przedsięwzięcia. Wziął bowiem na siebie aż trzy podstawowe ryzyka: budowy, dostępności i popytu.

Problem jest z tym ostatnim, bo popyt zależy od tego, jakie kontrakty uda się szpitalowi wynegocjować z Narodowym Funduszem Zdrowia. NFZ podpisuje kontrakty tylko na jeden rok i nie wiadomo, czy w kolejnych latach ich nie obetnie. Z tego powodu inwestor ma trudności z załatwieniem kredytu na budowę.

– Do trzech „P” powinno dopisać się literę „B” jak bank – tłumaczy Tomasz Korczyński z kancelarii prawnej Dentons, specjalizujący się w partnerstwie publiczno-prywatnym. – Bank powinien być w takim przedsięwzięciu od początku, a u nas często dołącza się go dopiero na końcu, gdy umowa między partnerem prywatnym i publicznym jest już podpisana. Stąd sytuacje, w których przedstawiciel banku mówi: nie ma możliwości skredytowania tego przedsięwzięcia na takich warunkach, jakie ze sobą wynegocjowaliście.

Adam Szejnfeld, poseł i ekspert gospodarczy PO, uważa, że główną barierą w rozwoju PPP w Polsce jest mentalność pracowników administracji publicznej i polityków, ich strach przed realizowaniem wspólnych projektów z partnerami prywatnymi.

– Wykreowano i upowszechniono u nas niemający nic wspólnego z rzeczywistością pogląd, że do trzech „P” często trzeba dopisywać czwarte. „P” jak prokurator – mówi. – Każdą aktywność funkcjonariusza publicznego na styku z biznesem, nawet samo spotkanie posła czy burmistrza z przedsiębiorcą, traktuje się u nas jako kryminogenne. Jak w takich warunkach ma kwitnąć PPP? Do tego trzeba dodać inną często występującą cechę naszych funkcjonariuszy publicznych. To ich podejście do inwestycji: mam pieniądze, to ją realizuję, nie mam, to nie realizuję, choć przy braku środków w budżecie mogliby ją zrealizować, wykorzystując partnerstwo publiczno-prywatne. PPP jednak jeszcze nie funkcjonuje w powszechnej świadomości jako sposób na realizację inwestycji publicznych.

Z przywołanego wyżej raportu o partnerstwie publiczno-prywatnym w Polsce, ale i z wypowiedzi najlepszych polskich ekspertów w tej dziedzinie (choćby Ireny Herbst, szefowej i założycielki Centrum PPP) wynika jednak, że za to, że pracownikom sektora publicznego wciąż brakuje wiedzy i kompetencji, że boją się projektów partnerstwa publiczno-prywatnego, odpowiada w dużej mierze rząd, nadal traktując PPP po macoszemu.

Polski rząd (wraz ze swymi agendami) sam realizuje obecnie tylko jeden i do tego mały projekt partnerstwa publiczno-prywatnego, co zachętą dla samorządów z pewnością nie jest. To jednak tylko jeden element. Wedle „Raportu o partnerstwie publiczno-prywatnym w Polsce” o dojrzałości danego rynku w tej dziedzinie przesądzają nie tylko liczba realizowanych projektów czy tempo ich przyrastania, ale także rozwiązania instytucjonalno-prawne decydujące o przejrzystości uruchamianych projektów, konkurencyjności i rzeczywistej korzystności oraz efektywności projektów PPP. Autorzy raportu przekonują, że takich rozwiązań w Polsce wciąż brakuje.

O co konkretnie chodzi? Po pierwsze o publiczne, rządowe agendy, które zajmowałyby się m.in. upowszechnianiem wiedzy na temat PPP i promowaniem tego modelu. W branych pod uwagę przez autorów raportu kilkunastu krajach europejskich i kilku pozaeuropejskich, gdzie PPP się rozwija, tylko w Szwajcarii, Hiszpanii i w Polsce nie ma rządowej instytucji, która ma się zajmować się partnerstwem publiczno-prywatnym (Centrum PPP to prywatna fundacja).

W większości krajów, w których skutecznie i na większą skalę wykorzystuje się tę formułę, obowiązują firmowane i formalnie zaakceptowane przez rząd procedury postępowania podczas przygotowywania projektów PPP. Są tam szczegółowe regulacje pokazujące, jak je przygotowywać. Tamtejsze rządy wskazują też i promują wzorce dobrych praktyk w tej dziedzinie. Są w tych krajach również publiczne agendy, które jeszcze przed etapem przygotowań do danego przedsięwzięcia analizują, czy stronie publicznej rzeczywiście bardziej opłacałoby się je realizować przy użyciu PPP niż w systemie tradycyjnym. W Polsce takich rozwiązań wciąż brakuje.

Nie ma też określonej strategii oraz polityki państwa, która bardziej ogólnie wskazywałaby, w jakich dziedzinach, kiedy i w jaki sposób można i powinno się realizować inwestycje publiczne w oparciu o PPP, jak rozwijać w Polsce ten model inwestowania. Taką politykę i strategię mają chociażby Indie, które starają się wykorzystać partnerstwo publiczno-prywatne do przyspieszenia swego rozwoju i poprawy infrastruktury.

Skutki tych zaniechań w Polsce są większe niż na pierwszy rzut oka się wydaje. W krajach zachodnich, ale i w Indiach, dziedziny, w których realizuje się najwięcej projektów partnerstwa publiczno-prywatnego, są odbiciem tamtejszych najpilniejszych potrzeb społecznych. Najwięcej projektów PPP dotyczy tam budowy dróg i transportu (ponad połowa), szpitali, szkół i obronności. W Polsce ta struktura jest na razie zupełnie inna. W latach 2009–2011 aż 37 proc. przedsięwzięć, które miały być realizowane przy użyciu PPP, to inwestycje w sport i rekreację, czyli m.in. osławione aquaparki czy stadiony.

PPP-struktura-sektorowa-ogłoszeń-o-przetargach-na-realizację--467x1500

(infografika Darek Gąszczyk)

W 2012 r. też zajęły one w tym zestawieniu pierwszą pozycję, choć ich udział procentowy znacząco się skurczył (do 19 proc.). Na drugim miejscu w 2012 r. była energetyka (18 proc.), na trzecim – kultura (11 proc.), a na czwartym razem parkingi, gospodarka wodociągowo-kanalizacyjna i edukacja (po 7 proc.). Taka struktura, według autorów „Raportu o partnerstwie publiczno-prywatnym w Polsce”, dowodzi braku umiejętności posługiwania się tym narzędziem oraz aktywności podmiotów władzy publicznej szczebla krajowego.

Ustawa wstrzymuje rozwój

Administracja centralna wciąż niechętnie i opornie likwiduje bariery prawne hamujące rozwój partnerstwa publiczno-prywatnego. Od trzech lat Centrum PPP bezskutecznie próbuje przekonać rząd do niewielkiej nowelizacji ustawy o finansach publicznych – chodzi o doprecyzowanie artykułu 124 ust. 4 i art. 236 ust. 4 tejże ustawy. W obecnym brzmieniu tych przepisów można je interpretować tak, że wszystkie wynikające z umowy PPP zobowiązania finansowe strony publicznej wobec partnera prywatnego to wydatki bieżące. Jeśli jednak przedmiotem tej umowy jest określona inwestycja, to zdaniem Ireny Herbst owe zobowiązania powinny być w dużej części kwalifikowane jako wydatki inwestycyjne.

Dlaczego to ma znaczenie? Ponieważ wysokość wydatków bieżących, a właściwie nadwyżka dochodów bieżących nad wydatkami bieżącymi, będzie w dużej mierze decydowała o tym, czy samorządy w Polsce zmieszczą się w nowym wskaźniku zadłużenia, który zacznie je obowiązywać od 2014 roku. Zaliczanie do takich wydatków wszystkich zobowiązań finansowych samorządu wobec partnera prywatnego będzie zniechęcać samorządowców do realizowania projektów partnerstwa publiczno-prywatnego.

– Udało się nam przekonać do tej nowelizacji wszystkie ministerstwa oprócz resortu finansów – opowiada Irena Herbst. – Ministerstwo Finansów tłumaczyło, że to rozwiązanie wprowadziłoby nierówność pomiędzy podmiotami publicznymi, to znaczy, że mogłyby z niego korzystać samorządy, ale inne instytucje publiczne już nie. Ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by dla pozostałych podmiotów publicznych też przyjąć to rozwiązanie.

Szkoda, że nic się nie zmienia, bo mimo wszystkich barier coraz więcej samorządów w Polsce chciałoby realizować część swych planów inwestycyjnych przy użyciu PPP. Szkoda, bo mimo przeszkód wiedza polskich samorządowców w tej dziedzinie rośnie i przybywa bardzo ciekawych, nowatorskich przedsięwzięć samorządowych w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Na przykład w Krakowie prywatny inwestor (włosko-polskie konsorcjum) ma w ramach PPP wybudować nowy cmentarz komunalny wraz ze spopielarnią zwłok. Nie brakuje jeszcze bardziej spektakularnych przykładów.

To m.in. budowa spalarni śmieci za ponad 700 mln zł w Poznaniu, rewitalizacja terenów przy dworcu PKP w Sopocie za 100 mln zł czy wymiana 2 tys. przystanków autobusowych w Warszawie. Te projekty robią wrażenie, są zachętą dla innych, jest na czym budować. By jednak doszło do przełomu, najpierw do PPP bardziej musi przekonać się polski rząd.

 

Autor tekstu: Jacek Krzemiński

źródło: obserwatorfinansowy.pl

Otwarta-licencja

 

 

Polskie sieci franczyzowe w Rumunii

Jak wynika z raportu opracowanego przez firmę ARSS, na rumuńskim rynku działa obecnie kilkanaście polskich sieci franczyzowych, m.in. Reserved, Cropp, Big Star, Tatuum, House, Coccodrillo, Franco Feruzzi, HD Heavy Duty, Pizza Dominium, Sphinx, Readys Greco oraz Meble Vox.

Dla sieci franczyzowych zainteresowanych wejściem na rynek rumuński przygotowaliśmy specjalną ofertę, obejmującą m.in.
tworzenie sieci franczyzowych w Rumunii, otwieranie salonów monobrandowych bądź wsparcie w pozyskaniu masterfranczyzobiorcy.

Raport ARSS;

Kariera zagraniczna polskich sieci franczyzowych

Poza granicami Polski rozwija się już ponad czterdzieści rodzimych sieci franczyzowych – wynika z raportu Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych. Polskie firmy najczęściej sprzedają licencje w Czechach, na Słowacji i na Litwie, choć niektórym udała się ta sztuka także na zachodzie Europy.

Polski rynek franczyzowy rozwija się bardzo prężnie. Co roku powstaje kilkaset firm na licencji, najczęściej zakupionej od innego polskiego przedsiębiorcy (rodzimych konceptów jest ok. 600 na ok. 700 ogółem działających w Polsce). Sukces na polskim rynku zachęcił niektóre z tych sieci do ekspansji zagranicznej. Placówki poza granicami Polski posiada już 45 sieci rozwijających się u nas poprzez franczyzę, przy czym 35 udało się już sprzedać licencje zagranicznym franczyzobiorcom. Pozostałe dziesięć dysponuje
na razie jedynie jednostkami własnymi, co w wielu przypadkach wynika z przyjętej strategii związanej z tym, by rozpocząć rozwój w tej formule, a dopiero później przejść do pozyskiwania franczyzobiorców.

Ekspansja na Wschód i na Południe

Głównym kierunkiem rozwoju zagranicznego polskich sieci są Czechy, gdzie placówki pod swoją marką otworzyło już 19 firm rozwijających się poprzez franczyzę. Są to m.in. Reserved, Cropp, House, Atlantic, CCC, Coccodrillo, a więc głównie sieci odzieżowe
i obuwnicze, aczkolwiek znajdziemy tam także salony meblowe firm Kler oraz Vox, sklepy z podłogami Komfort, a także sklepy
z artykułami spożywczymi sieci Czas na herbatę i Żabka.

Polskie firmy niemal równie chętnie wchodzą na Słowację i na Litwę, w obu krajach działa już po 17 polskich sieci. Słowacja często jest krajem, od którego rodzime sieci zaczynają ekspansję poza Polską. Tak jest np. w przypadku sieci obuwniczej Ambra, sklepów
z zasłonami i firanami Eurofirany, sklepów z podłogami Majster, a także salonów fryzjerskich Trendy Hair Fashion.

Po kilkanaście polskich firm franczyzowych rozpoczęło rozwój w takich krajach jak Rosja, Ukraina i Rumunia. Ten ostatni
w szczególności upodobały sobie sieci gastronomiczne. Ich ekspansja zagraniczna na razie jest śladowa, poza granicami kraju pojawiło się dotychczas tylko 5 marek z tej branży, z czego trzy w Rumunii. Działa tam franczyzowy Sphinx, a także 3 własne pizzerie sieci Dominium oraz jedna placówka sieci Readys Greco serwującej dania kuchni śródziemnomorskiej.

Ekspansja w Europie Zachodniej jest już większą sztuką i udała się nielicznym. Najwięcej, bo aż 10 sieci pojawiło się w Niemczech.
Są to m.in. Big Star, Coccodrillo, Meble Vox, a także sklep ze specjałami klasztornymi – Benedicite. Warto dodać, że polskie sieci zaznaczyły swoją obecność także na niektórych bardzo egzotycznych bądź odległych rynkach takich jak np. Liban (Big Star), Chiny (Tatuum), Arabia Saudyjska (Coccodrillo, Inglot) czy Stany Zjednoczone (Inglot, Vacu Fit).

Obcokrajowcy polubili polską odzież…

Najwięcej polskich firm, które zdecydowały się na rozwój zagraniczny, wywodzi się z branży odzieżowej, obuwniczej i galanterii skórzanej. Jest ich 25, a więc stanowią ponad połowę wszystkich rodzimych konceptów obecnych poza Polską. Oprócz marek z Grupy LPP (Reserved, Cropp, House), które mogą poszczycić się najliczniejszymi sieciami zarówno w kraju jak i poza nim, na uwagę zasługuje także ekspansja takich firm jak Atlantic, CCC, Big Star, Tatuum, Funk’n’Soul, Wittchen, Gino Rossi oraz Coccodrillo.

Każda z tych firm uruchomiła poza granicami Polski powyżej 20 salonów monomarkowych, większość z nich działa na licencjach franczyzowych. Dla przykładu, producent bielizny Atlantic posiada pod swoją marką 58 sklepów w dziewięciu krajach Europy Środkowej i Wschodniej, z czego 50 prowadzonych jest przez franczyzobiorców.
Jedynie własne placówki posiada na razie CCC (ponad 40 salonów w Czechach) oraz Wittchen (29 monobrandowych placówek
w Rosji, na Ukrainie, Białorusi, Litwie oraz w Czechach). Obie firmy zapowiadają jednak kontynuację rozwoju poprzez franczyzę.
CCC w najbliższych miesiącach zamierza rozpocząć sprzedaż licencji na placówki franczyzowe na Ukrainie i w Rosji. Także w tych krajach chce przypieszyć ekspansję Wittchen.

… oraz kosmetyki, meble i żywność

Pozostałe branże, których przedstawiciele postawili na rozwój zagranicznych oddziałów pod własną marką, to: gastronomia, sklepy
z artykułami urządzania wnętrz, sklepy spożywcze, salony urody i sklepy z kosmetykami, nieruchomości oraz usługi związane
z planowaniem wesel. Najbardziej spektakularnymi osiągnięciami mogą się poszczycić takie sieci jak: Vacu Fit, Inglot, Meble Vox oraz Żabka.
Firma Vacu Fit to producent kapsuł próżniowych i termalnych wspomagających odchudzanie. Uruchamia ona partnerskie salony – Ambasady Urody Vacu Fit – w Polsce i za granicą. W sumie ma ich ok. 300, działają w takich krajach jak np. San Marino, Irlandia, Anglia, Portugalia, Włochy, a także USA.
Producent kosmetyków Inglot dysponuje siecią ok. 70 salonów zagranicznych własnych i franczyzowych, często w lokalizacjach bardzo prestiżowych (np. Nowy Jork czy Las Vegas) oraz egzotycznych (np. 18 sklepów w Australii, 12 w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, 3 w Indiach, a po jednym m.in. w Omanie czy Katarze).
Żabka jest własnością czeskiego funduszu inwestycyjnego Penta Investment, ale pomysł na tę sieć narodził się w Polsce 12 lat temu. Wypracowane przez lata know-how sklepów convenience rozwijanych w systemie ajencyjnym przeniesione zostało w 2008 r.
na rynek czeski, gdzie powstało już ponad 100 takich jednostek.
Meble Vox posiadają ok. 40 salonów firmowych w 13 krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Ten region pozostaje bowiem cały czas głównym ośrodkiem ekspansji polskich sieci.

Jednym się nie udało, następni próbują

Historia ekspansji polskich sieci poza granicami kraju nie jest niestety usłana wyłącznie trafionymi inwestycjami. Z obecności za granicą wycofały się już m.in. takie sieci jak Monnari czy Diverse – obie ze względu na problemy finansowe swoich właścicieli. Zamknięte zostały także Instytuty Kosmetyczne Dr Ireny Eris uruchomione w latach 2002-2007 w Moskwie, Bogocie, Kaliningradzie i Pradze,
a także pizzeria Gruby Benek, która została otwarta w ubiegłym roku w Berlinie, w tym zaś zlikwidowana.

Nie zraża to kolejnych firm, która planują pojawić się ze swoimi konceptami za granicą. Mowa o przynajmniej dwóch sieciach gastronomicznych, choć dotychczas żadna polska firma z tej branży nie zrobiła zawrotnej kariery poza Polską. Niemniej plany takie ma Biesiadowo (obecnie sieć ok. 60 pizzerii w Polsce), które poszukuje masterfranczyzobiorców na poszczególnych rynkach zagranicznych.

Dość zaawansowane prace w tym zakresie trwają w firmie Salad Story posiadającej sieć barów sałatkowych. W przyszłym roku chce ona otworzyć pierwsze lokale własne w Niemczech. Nie wyklucza jednak, że później będzie sprzedawać licencje, podobnie jak
w Polsce. Sieć może pojawić się także we Francji, Belgii i Szwajcarii. Salad Story wciąż zastanawia się nad tym, w jakie formule rozwijać sieć na tych rynkach. Pojawiła się bowiem firma zainteresowana rozwojem konceptu w tych krajach i niewykluczone, że zostanie ona masterfranczyzobiorcą Salad Story na Francję, Belgię i Szwajcarię.
Nad udostępnieniem konceptu za granicę pracuje także sieć S Plus zajmująca się autodetailingiem. Obecnie ma 13 salonów w naszym kraju. Firma przygotowuje się do sprzedaży licencji master na Czechy. Nasi południowi sąsiedzi będą także jednym z kierunków ekspansji notowanej na New Connect firmy szkoleniowej Lauren Peso, która w kraju sprzedała już osiem licencji na prowadzenie swoich oddziałów w poszczególnych regionach.

Romania Expo dziękuje autorce, Pani Joannie Cabaj–Bonickiej (tel. 783-367-901, e-mail: jcabaj@arss.com.pl), za zgodę na publikację artykułu.

—–

Pełny raport Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych o polskich sieciach franczyzowych za granicą można przeczytać, wchodząc
na stronę FranczyzawPolsce.pl.

O ARSS
Akademia Rozwoju Systemów Sieciowych to zespół specjalistów, który ma wieloletnie doświadczenie zawodowe w takich obszarach jak franczyza – franchising oraz budowa i zarządzanie systemami sieciowymi. Naszą misją jest dostarczanie klientom indywidualnie dopasowanych rozwiązań odpowiadających ich specyficznym potrzebom w zakresie tworzenia i funkcjonowania systemów sieciowych – własnych, franczyzowych, agencyjnych, licencyjnych i dystrybucyjnych. Wiemy bowiem, że franczyza – franchising nie zawsze jest najlepszą metodą na budowę sieci placówek handlowych lub usługowych. Wysoki standard i szeroki zakres świadczonych usług, unikalne kompetencje i kwalifikacje naszych konsultantów oraz najwyższe standardy etyczne prowadzonej działalności powodują,
że jesteśmy liderem w doradztwie we franczyzie (franchisingu) i innych systemach sieciowych. I choć franczyza – franchising nie ma dla nas tajemnic to specjalizujemy się także w tematyce badań marketingowych, w szczególności w zakresie badań tajemniczy klient.

 

Polskie sieci franczyzowe w Rumunii – zarys usług

 

WPROWADZANIE POLSKICH SIECI FRANCZYZOWYCH DO RUMUNII

• Przygotowanie wstępnego pakietu franczyzowego na rynek rumuński
• Dostosowanie oferty franczyzowej do rynku rumuńskiego
• Wdrożenie systemu
• Uzyskanie ochrony prawnej znaków towarowych i wzorów przemysłowych
• Rejestracja rumuńskiej spółki-córki lub spółki celowej (w zależności od przyjętego modelu biznesowego)
• Rekrutacja franczyzobiorców
• Wsparcie działalności bieżącej, obsługa prawno-księgowa
• Outsourcing usług dla franczyzobiorców (szkolenia, rekrutacje, dobór lokalizacji, logistyka itp.)
• Outsourcing działań kontrolnych
• Działania promocyjno-marketingowe

 

OTWIERANIE SALONÓW MONOBRANDOWYCH W RUMUNII

• Pozyskiwanie powierzchni komercyjnych
• Rekrutacja i szkolenia pracownicze
• Rejestracja rumuńskiej spółki-córki lub spółki celowej (w zależności od przyjętego modelu biznesowego)
• Wspieranie działalności bieżącej, obsługa prawno-księgowa
• Optymalizacja procesu dostaw

 

POZYSKIWANIE RUMUŃSKICH MASTERFRANCZYZOBIORCÓW

• Adaptacja prospektów informacyjnych na potrzeby rynku rumuńskiego
• Rekrutacje masterfranczyzobiorców
• Preselekcje kandydatów na masterfranczyzobiorców, analizy due dilligence

 

Raport dotyczący spółek udziałem kapitału polskiego w Rumunii

Wg Rumuńskiego Rejestru Handlowego pod koniec I półrocza 2010 r. działalność gospodarczą w Rumunii prowadziło 558 spółek z udziałem kapitału polskiego.

 

Wśród dużych polskich inwestorów w Rumunii znajdują się:

  1. CanPack – opakowania metalowe
  2. Maspex – soki, kawa, czekolada rozpuszczalna
  3. Asseco – oprogramowanie komputerowe
  4. Ciech – fabryka sody
  5. Porta – drzwi drewniane
  6. Cersanit – glazura i urządzenia sanitarne
  7. Equus – transport
  8. AIG Amplico Life – ubezpieczenia
  9. VOX Profile – profile budowlane (okna, drzwi)
  10. Polimex Mostostal – konstrukcje stalowe
  11. Barlinek – wyroby z drewna
  12. Pruszyński – blachy elewacyjne i dachowe
  13. Forte – meble
  14. Investpol Consulting – przetwórstwo mięsa
  15. Konimpex – ROL-CHIM – składniki do farb

 

Rumunia jest interesującym miejscem dla polskich inwestorów, co widać po coraz odważniejszym napływie polskich inwestycji do tego kraju. Rumunia, będąc dużym rynkiem rozwijającym się (niski poziom urynkowienia), nadal potrzebuje bardzo szerokiej gamy towarów, szczególnie z zakresu importu inwestycyjnego i zaopatrzeniowego, w wyniku czego polskie firmy są w stanie znaleźć tu miejsce dla rozwoju. Jest to tym ważniejsze, że Rumunii postrzegają Polskę i Polaków bardzo pozytywnie, polskie towary kojarzą się z dobrą jakością za przystępną cenę, polscy dostawcy i kontrahenci uznawani są za solidnych i godnych zaufania. Stanowi to dobry punkt wyjścia do nawiązywania kontaktów handlowych jak i umiejscowienia inwestycji na tym terenie.

Źródło: Ministerstwo Gospodarki, Portal Promocji Eksportu

Promocja polskiej gospodarki na rynkach międzynarodowych

W dniu 1 października br. Romania Expo brała udział w organizowanym przez Ministra Gospodarki spotkaniu inaugurującym projekt systemowy 6.5.1 „Promocja polskiej gospodarki na rynkach międzynarodowych„. Głównym celem projektu jest poprawa wizerunku polskiej gospodarki wśród partnerów międzynarodowych oraz stworzenie polskich specjalności eksportowych.

Polscy przedsiębiorcy mogą uzyskać dofinansowanie w wysokości do 300.000 na udział w branżowych programach promocji oraz do 25.000 zł na udział w jednym programie promocji o charakterze ogólnym.

Branżowym programem promocji zostaną objęte następujące branże:
1. Branża meblarska
2. Branża jubilersko – bursztynicza
3. Usługi IT i ITC
4. Produkcja jachtów i łodzi rekreacyjnych
5. Przemysł biotechnologiczny i farmaceutyczny
6. Produkcja sprzętu medycznego i aparatury pomiarowej
7. Branża stolarki okiennej i drzwiowej
8. Budownictwo
9. Branża ochrony i zachowania zabytków
10. Kosmetyki
11. Maszyny i urządzenia górnicze
12. Odzież, dodatki, galanteria skórzana
13. Turystyka medyczna
14. Przemysł obronny
15. Polskie specjalności żywnościowe

—————————————————

Szczegółowy opis założeń Poddziałania 6.5.1

– „Promocja polskiej gospodarki na rynkach międzynarodowych”

Realizacja projektu systemowego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka – Poddziałanie 6.5.1 „Promocja polskiej gospodarki na rynkach międzynarodowych” ma na celu:

  • poprawę wizerunku polskiej gospodarki wśród partnerów międzynarodowych,
  • poprawę dostępu do informacji zarówno o Polsce jak i warunkach prowadzenia działalności gospodarczej poza granicami Polski,
  • wzrost inwestycji polskich przedsiębiorców na rynkach zagranicznych,
  • rozwój branż priorytetowych z punktu widzenia realizacji projektu.

Osiągnięcie powyższych celów wpłynie na poprawę wizerunku Polski oraz wzrost znaczenia Polski i polskich przedsiębiorców w gospodarce międzynarodowej. Realizacja projektu została zaplanowana na lata 2008-2015.

Realizacja projektu przewiduje przeprowadzenie badań wizerunkowych, w krajach, które będą priorytetowymi rynkami docelowymi dla lokowania polskich wyrobów. Wyniki badań umożliwią dostosowanie i zaprojektowanie kampanii informacyjno–promocyjnej, tak aby wypromować korzystny wizerunek Polski na arenie międzynarodowej, jak również umożliwić spójną promocję polskich eksporterów w procesie ich umiędzynarodowienia. W oparciu o wyniki badań wizerunkowych opracowana zostanie koncepcja programu promocji zawierająca kierunki i narzędzia komunikacji, a także atrybuty marki Polska (np. logo, hasło promocyjne, itp.).

W ramach projektu zaplanowano również realizację programów promocyjnych ogólnych, czyli organizację lub współorganizację  dużych wydarzeń promocyjnych zwiększających stopień rozpoznawalności Polski na świecie.  Dla zapewnienia udziału przedsiębiorców w tych wydarzeniach udzielane będzie wsparcie na podstawie rozporządzenia Ministra Gospodarki w sprawie szczegółowego przeznaczenia, warunków oraz trybu udzielania pomocy finansowej na udział przedsiębiorców w programach promocji w ramach poddziałania 6.5.2 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, 2007-2013.

W celu zintensyfikowania działań promujących polską gospodarkę, projekt przewiduje utworzenie portalu integrującego rozproszone zasoby internetu o tematyce gospodarczej dotyczącej Polski jak i rynków zagranicznych.

Najważniejszym komponentem, który realizowany będzie w ramach projektu jest organizacja branżowych programów promocji. Celem ich realizacji jest wsparcie udziału przedsiębiorców w różnorodnych przedsięwzięciach promocyjnych, które jako całość stanowić będą kompleksową koncepcję promocji konkretnej branży (koncepcja branżowego programu promocji).
Koncepcja realizacji poszczególnych branżowych programów promocji odnosić się będzie do trzech komponentów:

  • opracowania i organizacji przez realizatora branżowego programu promocji, planu promocji,
  • pomocy bezpośredniej udzielanej przedsiębiorcom w formule de minimis,
  • opracowania przez realizatora branżowego programu promocji działań promocyjnych.

Przygotowany, w ramach komponentu pierwszego, plan promocji uwzględniać powinien różnorodne formy promocji (między innymi: udział w targach zagranicznych, misjach gospodarczych, konsultacjach, pokazach, spotkaniach branżowych, spotkaniach z kontrahentami, indywidualnych spotkaniach, doradztwie, szkoleniach, coachingu), które dostosowane będą do specyfiki danej branży.

Zakres pomocy udzielanej przedsiębiorcom w formule de minimis w ramach komponentu drugiego zostanie określony w rozporządzeniu Ministra Gospodarki w sprawie szczegółowego przeznaczenia, warunków oraz trybu udzielania pomocy finansowej na udział przedsiębiorców w programach promocji realizowanych w ramach poddziałania 6.5.2 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, 2007-2013.

W ramach komponentu trzeciego przewidziano możliwość wydatkowania środków na promocję ogólną poszczególnych branż tj. nie będzie udzielane wsparcie finansowe dla konkretnego przedsiębiorcy ale dla grupy różnych produktów. Finansowane będą działania promocyjne organizowane podczas różnego rodzaju imprez branżowych, zarówno w kraju jak i za granicą. Planuje się, iż w ramach niniejszego komponentu podejmowane będą działania promocyjne, których efekt oddziaływać będzie na wszystkich przedsiębiorców w danej branży lub grupie produktowej.

Szczegółowy zakres przedsięwzięć określony zostanie przez realizatorów w koncepcjach branżowych programów promocji. Ostateczne zakresy przedstawionych koncepcji branżowych programów promocji uzgodnione zostaną w drodze konsultacji MG z realizatorami i przedsiębiorcami reprezentującymi daną branżę.

W celu pogłębienia wiedzy przedsiębiorców nt. specyfiki funkcjonowania rynków zagranicznych w tym pozyskania aktualnych informacji nt. rynków, branż, potencjalnych kontrahentów, warunków prawnych, planowany jest zakup różnego rodzaju opracowań, analiz, badań, opinii prawnych, ekspertyz rynkowych itp., które będą dostępne bezpośrednio zainteresowanym przedsiębiorcom uczestniczącym w branżowych programach promocji jak również użytkownikom Portalu Promocji Eksportu.

Jednocześnie w ramach projektu zrealizowana zostanie kampania informacyjno – promocyjna w mediach zagranicznych mająca na celu przedstawienie Polski jako kraju nowoczesnego, otwartego na nowe inwestycje i kontakty, kraju posiadającego własne specjalności eksportowe.
Zaplanowane w projekcie działania są ze sobą powiązane i będą tworzyć spójną i szeroko zakrojoną akcję promocyjną polskiej gospodarki, mającą na celu poprawę wizerunku Polski i polskiej gospodarki wśród partnerów międzynarodowych.

Więcej na: http://www.mg.gov.pl/

Źródło: Ministerstwo Gospodarki, 28.05.10

Zapisz się na newsletter!

Będziemy dostarczali Ci wieści z rynku, porady ekspertów oraz informacje o najważniejszych targach, wystawach i konferencjach.

free newsletter templates powered by FreshMail